Damian Warchoł: Chciałbym zagrać na nowym stadionie Widzewa

warchol-do-gazety-jpg2

Swoje pierwsze kroki na murawie stawiał w Koluszkowskim Klubie Sportowym. Ma 21 lat i do tej pory reprezentował barwy m.in. Widzewa Łódź i GKS Bełchatów. Obecnie gra w I-ligowej drużynie Olimpii Grudziądz. W poprzednim sezonie w jednym meczu zdobył aż pięć bramek. Rozmawiamy z Damianem Warchołem.

Jak wspominasz swoje początki w „Kaksie”?
W Koluszkowskim Klubie Sportowym nie grałem zbyt długo. Jeszcze będąc w szkole podstawowej, przeniosłem się do Widoku Skierniewice, w którym grał mój tata. Uczyłem się dalej w Koluszkach, a na treningu jeździłem z rodzicami. W Skierniewicach mogłem praktycznie codziennie trenować z drużyną, a w Koluszkach nie miałem takiej możliwości. Później przeniosłem się do juniorskiej drużyny Bełchatowa, z której trafiłem do Widzewa Łódź.

Jesteś strzelcem ostatniego gola na starym stadionie łódzkiego klubu…
Cieszę się, że udało mi się strzelić tę bramkę. Graliśmy z GKS Katowice. Dostałem piłkę w pole karne od Veljko Batrovicia i pewnie pokonałem bramkarza gości. Później trenerem naszej drużyny został Wojciech Stawowy, który już na mnie nie stawiał. Tym samym nie odegrałem w Widzewie znaczącej roli, ale może jeszcze kiedyś dane mi będzie grać w czerwono-biało-czerwonych barwach, tym razem na nowym stadionie. Na bieżąco śledzę poczynania łódzkiej drużyny. Mam nadzieję, że wiosną będziemy cieszyć się z awansu Widzewa do II ligi.

Z Widzewa trafiłeś do II-ligowego Rakowa Częstochowa. Trener Przemysław Cecherz po jednym z meczów stwierdził, że przypominasz mu Roberta Lewandowskiego z jego początków w Zniczu Pruszków.
Było to po spotkaniu z Nadwiślanem Góra, w którym zdobyłem 5 goli. Rzadko kiedy strzela się aż tyle bramek w jednym meczu. Nie lubię być jednak porównywany, wolę pracować na własne nazwisko. Po tym meczu działacze Rakowa myśleli, że zarobią na mnie miliony i długo blokowali transfer do innego klubu.

Media rozpisywały się, że interesowały się tobą kluby z Ekstraklasy. Ile było w tym prawdy?
Pojawiły się zapytania, a najkonkretniejszą ofertę złożyła Cracovia Kraków. Działacze Rakowa zapewniali mnie, że zgodzą się na transfer po zakończeniu sezonu, bo po rundzie jesiennej byliśmy na trzecim miejscu i mieliśmy szansę na grę w wyższej klasie rozgrywkowej. Wiosnę jednak przespaliśmy i nie udało nam się awansować. Wierzyłem, że zgodnie z naszymi rozmowami będę mógł zmienić klub, ale tak się nie stało. Gdy wystartowały rozgrywki Ekstraklasy, ja nadal trenowałem w Częstochowie. Rozpocząłem nowy sezon w barwach Rakowa i w pierwszych dwóch ligowych meczach zdobyłem dwie bramki. W ostatnim dniu okienka transferowego o godz. 18 menadżer poinformował mnie, że Raków zgodził się jednak na wypożyczenie do I-ligowej Olimpii Grudziądz. Ucieszyłem się. Szybko pojechałem do Grudziądza i podpisałem umowę.

Jak się czujesz w nowej drużynie?
Jestem zadowolony. Po dwóch dniach treningów zagraliśmy sparing z Lechem Poznań. Co prawda przegraliśmy 1:2, ale udało mi się zdobyć gola. Do tej pory zagrałem w trzech meczach ligowych, za każdym razem w podstawowym składzie, zaliczyłem jedną asystę i zdobyłem jedną bramkę. Zostałem wypożyczony z opcją pierwokupu. Mam nadzieję, że gra w Olimpii otworzy mi drogę do Ekstraklasy. Gra w najwyższej klasie rozgrywkowej to moje marzenie.

Jaki cel ma Olimpia Grudziądz w tym sezonie?
Liga pokazuje, że każdy może wygrać z każdym. Ostatnio pokonaliśmy w Sosnowcu lidera tabeli 5:3, a tydzień później przegraliśmy na własnym stadionie z Bytovią Bytów 2:3, mimo że do przerwy prowadziliśmy 2:1. Liga jest ciężka, ale wierzę, że uda nam się zająć miejsce w drugiej połowie tabeli.

Rozmawiał Daniel Wolski.

Wywiad ukazał się w 7. w tym roku numerze gazety NASZEKOLUSZKI.PL Pobierz bezpłatnie e-wydanie!