Małgorzata Cecherz: Jeśli człowiek zbłądzi, to należy wskazać mu odpowiednią drogę

fot. Sebastian Rudnicki
fot. Sebastian Rudnicki

Rozmawiamy z koluszkowianką, reporterką programu telewizyjnego „Państwo w Państwie”, byłą dziennikarką m.in. Telewizji Polskiej, Małgorzatą Cecherz. Niedawno otrzymała ona wyróżnienie honorowe 12. edycji Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego. Kilka dni temu odbyła się premiera jej książki.

Czym pani zdaniem spowodowany jest sukces programu „Państwo w Państwie”?
Nasz program pokazuje przede wszystkim problemy ludzkie, dotyka spraw osób, które nie znalazły oparcia w żadnym wymiarze sprawiedliwości. Są to ludzie, którzy stracili wiarę w jakąkolwiek sprawiedliwość. Traktują nas jako ostatnią instytucję, która przez nagłośnienie problemu może im pomóc.

Podobno na drzwiach do redakcji programu „Państwo w Państwie” znajduje się ostrzeżenie o treści: „Wejście na własne ryzyko”.
A ludzie przychodzą do nas drzwiami i oknami (śmiech). Codziennie odbieramy mnóstwo listów i telefonów. Są one czytane i weryfikowane przez naszych dokumentalistów. Zajmujemy się głównie historiami wielowątkowymi. Działamy w oparciu o dokumenty, ale też o intuicję.

Kilkanaście dni temu, wspólnie z redakcyjnym kolegą, otrzymała pani wyróżnienie honorowe 12. edycji Nagrody Radia ZET im. Andrzeja Woyciechowskiego za program „Czy państwo radzi sobie z lichwą?”.  
To historia Jolanty Misztal, która pożyczyła 25 tys. zł, a straciła dom warty 12 razy tyle. Bohaterka naszego programu świadomie wzięła pożyczkę lichwiarską, licząc na to, że będzie mogła wziąć prawdziwy kredyt w banku i spłacić lichwiarzy. Umowę podpisała u notariusza, który wszystko sankcjonował prawnie. Okazało się jednak, że podłożono jej wraz z dokumentami tzw. upoważnienie do dysponowania jej majątkiem, gdy nie spłaci zadłużenia u lichwiarzy. Osoby te sprawnie to wykorzystały, gdy pani Jolancie powinęła się noga i nie mogła spłacić pożyczki. Wystawiono jej dom na sprzedaż i szybko doprowadzono do transakcji. Sprawa trwa trzy lata i prawdopodobnie ulegnie przedawnieniu, bo osoby w nią zamieszane nie stawiają się na rozprawy sądowe, zasłaniając się zwolnieniami lekarskimi, a notariusz, któremu udowodniono fikcyjne sporządzanie umów na 198 lokali, dalej prowadzi kancelarię notarialną. Dokonałam również prowokacji, w której udowodniłam, że lichwiarze nadal udzielają pożyczek, tylko pod inną nazwą spółki.

Można by powiedzieć: „każdy jest kowalem własnego losu”.
To nie jest tak. Nawet jeśli człowiek zbłądzi, to nie należy go od razu karać, tylko wskazać odpowiednią drogę. W przypadku naszych bohaterów wielokrotnie było tak, że błądzili, ale nie znajdowali poparcia w przedstawicielach prawa czy urzędach. A przecież nie ma nikogo, kto by się nie mylił w życiu.

mcecherz-2

Temat lichwiarzy był dla pani do tej pory najtrudniejszy? 
Był bardzo zbliżony do sprawy komorników z Łodzi, którzy szukali fikcyjnych dłużników. Byli to najczęściej ludzie spokrewnieni z prawdziwymi dłużnikami, ale nigdy nie posiadali długów. Nieruchomości, które sprawnie zabierali komornicy, miały ustalonego nabywcę. Na przykład samochody były wstawiane do fikcyjnych komisów, a nad wszystkim czuwała kancelaria prawna. To były dwa najtrudniejsze dla mnie tematy obecnego sezonu.

Nikt nie próbował wpłynąć na pani pracę?
Nie. Szczególnie dziękuję za to szefostwu stacji.

Jeśli patrzy pani z perspektywy tematów podejmowanych w programie „Państwo w Państwie”, to co panią najbardziej denerwuje w Polsce?
Czasami bez dowodów można skazać człowieka na dożywocie. Wystarczy odpowiednio sporządzić akt oskarżenia i sformułować zarzuty. Wobec moich dożywotników ciągle mam wyrzuty sumienia. Wiem, że chociaż bardzo chciałam im pomóc, to nie zdałam egzaminu, mimo że dostarczyłam nowe dowody w ich sprawie. Nikt jednak nie spojrzał na nie po ludzku, a nadal trzymano się litery prawa, która według mnie była wobec nich zbyt surowa.

Kilka dni temu odbyła się premiera pani książki…
Postanowiłam spisać historie, które mi zalegają i podzielić się emocjami, które we mnie drzemały. W związku z tym powstała książka pt. „Państwo w Państwie i ja”, w której wybrałam dziewiętnaście historii z programu. Opisałam problemy przedsiębiorców, ludzi skazanych na dożywocie, osób pomówionych przez świadków koronnych. Są też bohaterowie, którym udało się pomóc, m.in. Łukasz Zawadzki. To młody chłopak chory na schizofrenię paranoidalną, który nigdy nie powinien trafić do więzienia. Dzięki naszej interwencji został ułaskawiony przez prezydenta RP. Premiera książki odbyła się 16 listopada, a tydzień później będzie ona w sprzedaży. To pozycja, która przeprasza, dziękuje i chwali się, ale kończy się zadaniem otwartego pytania, czy ktoś, komu obiecałam pomóc, jeszcze uwierzy i poczeka.

Rozmawiał Daniel Wolski

Wywiad ukazał się w 12. numerze gazety NASZEKOLUSZKI.PL