Ewa Wiktorowska o tradycjach bożonarodzeniowych z okolic Gałkowa

ewa-wiktorowska-minRozmawiamy z Ewą Wiktorowską, rodowitą mieszkanką Gałkowa Dużego, członkinią zespołu śpiewaczego Gałkowianie, radną Rady Miejskiej w Koluszkach.

Jak niegdyś gałkowianie przygotowywali się do świąt Bożego Narodzenia?
Grudzień to czas Adwentu. Z jednej strony towarzyszyła mu powaga i zaduma na mszach roratnich. Z drugiej strony nie brakowało też zabaw i licznych zajęć w ciągu całego miesiąca przygotowań do Bożego Narodzenia. W spotkaniach nazywanych wieczornicami gospodynie przędły wełnę na kołowrotkach lub darły pierze – mówiło się wówczas, że schodzą się na tzw. pierzawki. Starsi gospodarze opowiadali wtedy o czasach odległych, a młodzi chłopcy robili różne psikusy, nie unikając też zalotów.

Innym znanym u nas zwyczajem była wędrówka przez wieś z przygotowanymi ciastami po to, by wsunąć je do wielkich pieców opalanych drewnem. Dwa takie piece, które posiadały niektóre gospodarstwa w Gałkowie, wystarczały, by w każdym domu na wsi można było cieszyć się dobrze wypieczonymi słodkościami. Kiedyś ciasta przygotowywało się tylko na święta, dlatego smakowały wyjątkowo. A dzięki wspólnemu ich wypiekaniu podtrzymywano bliskie relacje sąsiedzkie.

Czy Wigilie w Gałkowie czymś się wyróżniały?
Wigilia u nas na pewno nie różniła się niczym od tych, które miały miejsce w chrześcijańskich rodzinach. To był czas postu i refleksji. Dzielenie się opłatkiem było i jest ważnym gestem przypisanym do wigilijnej tradycji. To symbol jedności z bliskimi, a także z większą wspólnotą i przede wszystkim z Bogiem. Kiedyś w kątach izby stawiano snopy zbóż lub siana będące symbolem życia. Współcześnie pod obrus kładzie się siano, a na stole opłatek. Ja zawsze dbam o to, by wnętrze, w którym spożywa się wieczerzę wigilijną, było miejscem pięknym i odpowiednio udekorowanym. Biały obrus na stole, choinka oraz iglaste gałązki to podstawa.

A jak kiedyś przygotowywano posiłki na wigilijny stół?
Posiłek spożywany podczas wieczerzy wigilijnej nie był i do dziś nie jest przypadkowy. Musiał składać się z płodów ziemi, lasów i wody, czyli ze zbóż, owoców, orzechów, miodu i ryb. Zawsze dbało się o to, by na wigilijnym stole były odpowiednie produkty i aby liczba potraw była nieparzysta. Natomiast przy stole musiała zasiadać parzysta liczba gości. Obecnie już się tego nie przestrzega, natomiast wciąż podtrzymywany jest zwyczaj zostawiania wolnego miejsca przy stole dla niespodziewanego gościa. Ja w swoim domu także ten zwyczaj zachowuję.

U pani w domu zapewne nie brakuje śpiewu kolęd w czasie spotkania wigilijnego?
Kolędy śpiewa się przy wigilijnym stole, ale najpiękniej rozbrzmiewają one w kościołach podczas Mszy Świętej zwanej Pasterką. Budowa szopek betlejemskich też należy do tradycji, którą należy pielęgnować. Symbol narodzin Chrystusa w Betlejem przeniesiony do polskich kościołów budzi szczególne emocje i przywołuje wydarzenie, która ma napełnić człowieka radością.

Dziękuję za rozmowę i życzę błogosławionych świąt Bożego Narodzenia.

Rozmawiała Zofia Cecherz