Powiedziałem bratu: „Przemek, ja nie chcę słyszeć nic innego, tylko Widzew”

jaroslaw-cechcerz

Rozmawiamy z pochodzącym z Koluszek Jarosławem Cecherzem, byłym piłkarzem Kolejarza Koluszki, Widzewa Łódź i szwajcarskiego Neuchatel Xamax FC. Były napastnik obecnie mieszka w Stanach Zjednoczonych. W kwietniu przyleciał do Łodzi na mecz Widzewa Łódź z Lechią Tomaszów Mazowiecki. Z wysokości trybun oglądał poczynania łódzkiej drużyny, której trenerem jest jego młodszy brat Przemysław.

– Po ilu latach ponownie odwiedził pan stadion Widzewa?

– Nie pamiętam dokładnie, ale na pewno minęło już ponad 10 lat. W telewizji oglądałem pierwszy mecz Widzewa na nowym stadionie, w Internecie drugi, a na trzeci musiałem przylecieć. Piękny obiekt, fantastyczny doping i wspaniała atmosfera. Przypominają mi się wszystkie chwile spędzone w tym klubie. Teraz trenerem Widzewa jest Przemek.

– Dzwonił po rady do starszego brata?

– Rozmawialiśmy, jak otrzymał propozycję z Widzewa. Powiedziałem mu: „Przemek, ja nie chcę słyszeć nic innego, tylko Widzew”. „Nadal się zastanawiam… Mam propozycje z klubów, które występują w wyższych ligach” – mówił mi brat. „Odrzuć je, masz być w Łodzi. To jest Widzew!” – odpowiedziałem. No i podpisał umowę. Jako nastolatkowie razem jeździliśmy na mecze, później mnie udało się zagrać przed widzewską publicznością. Cieszę się, że teraz Przemek jest tutaj.

– Jak ocenia pan szanse Widzewa na awans do II ligi?

– W piłce wszystko jest możliwe, ale po rundzie jesiennej RTS traci dużo punktów do lidera. Wszyscy chcą, by ta drużyna szybko awansowała, ale w tej lidze każdy może wygrać z każdym. Trzeba jednak robić swoje, wygrywać i oczekiwać potknięć lidera. Do rozegrania jest jeszcze wiele meczów, więc trzymajmy kciuki i bądźmy dobrej myśli.

Do Widzewa trafiłem już w wieku 17 lat. To było dla mnie duże wyróżnienie. Grałem z zawodnikami, którzy byli wcześniej na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii.

– Który widzewiak robi na panu największe wrażenie?

– Z meczu na mecz Widzew gra coraz lepiej. W pojedynku z Lechią Tomaszów podobała mi się gra walecznego Kamińskiego. Może również podobać się gra Widzewa w defensywie, a w ofensywie jest coraz lepiej.

– W latach 90. to pan strzelał bramki dla Widzewa.

– Do Widzewa trafiłem już w wieku 17 lat. To było dla mnie duże wyróżnienie. Grałem z zawodnikami, którzy byli wcześniej na Mistrzostwach Świata w Hiszpanii. Marek Dziuba czy Wiesław Wraga to przecież nazwiska, które budowały również wielki Widzew. Zadebiutowałem w derbach, a kilka lat później udało mi się nawet strzelić bramkę przy al. Unii. W przerwie meczu z Lechią rozmawiałem z Andrzejem Kretkiem, który przyznał, że mogłem osiągnąć dużo więcej. W tamtych czasach inaczej funkcjonował system przynależności zawodnika do klubu i ostatecznie wylądowałem w Stanach Zjednoczonych.

– Co obecnie robi pan na co dzień?

– Mieszkam w Lake Forest, 30 mil od Chicago. Prowadzę szkółkę piłkarską Lake Forest Soccer Association dla dzieci w wieku 6-14 lat. W Koluszkach jestem średnio co dwa lata. Częściej przylatują do mnie rodzice.

Rozmawiał Daniel Wolski